Obrazek użytkownika tatromaniak

Niepełnosprawni na Krywaniu, czyli "niemożliwe nie istnieje" (ZDJĘCIA, FILM)

Zapraszamy na niezwykłą relację z wyprawy na Krywań, mającej na celu umożliwienie zdobycia szczytu osobom niepełnosprawnym.

 

"Parę lat temu spytałam Kogoś z Góry, dlaczego dał mi marzenia, które są dość dziwne, jak na wózkowicza, i przy tym niemożliwe do realizacji…"

 

W sobotę 27. sierpnia, korzystając z ostatnich dni lata i pięknej pogody, mogliśmy spełnić marzenia o górskiej wędrówce tych, którzy o własnych siłach nie mogą tego dokonać – wzięliśmy na swoich plecach trójkę naszych niepełnosprawnych przyjaciół w Tatry Wysokie – na Krywań.
 
Jesteśmy grupą działającą przy Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół KLIKA. Organizujemy wyjazdy oraz inne formy aktywności dla ludzi z niepełnosprawnością ruchową. Kochamy góry i zarażamy ich tą miłością. Kilka razy w roku jeździmy do chaty w Wielkiej Polanie w okolicach Babiej Góry. Niejednokrotnie na plecach wynosiliśmy “wózkowiczów” (tak nazywamy naszych niepełnosprawnych przyjaciół) na Babią Górę, Halę Krupową, Okrąglicę. Mamy za sobą wyprawy na Turbacz czy Lubań.
 
Od dłuższego czasu  chcieliśmy pokazać im Tatry, ale nie w wersji “dolinowej” – musiał to być koniecznie jakiś szczyt. Pierwsza wyprawa w Tatry odbyła się w zeszłym roku na Koprowy Szczyt. Niestety z powodu trudności technicznych i defektu nosidełka musieliśmy zawrócić 30 metrów przed szczytem.
 
Zdradzę trochę finał tegorocznej wyprawy, pisząc, że tym razem było inaczej. W sobotę o świcie wyruszyliśmy z Krakowa razem z Madzią, Anią i Andrzejem – naszymi niepełnosprawnymi przyjaciółmi. Po dotarciu do Trzech Studniczek zapakowaliśmy ich w specjalnie do tego przygotowane plecaki i ruszyliśmy na szlak. Nosidełko Ani to w zasadzie kopia wózka – dość wygodna i stabilna. Natomiast to, w jaki sposób nieśliśmy Madzię i Andrzeja to była totalna partyzantka. Już wiadomo, że nosidełka dla nich musimy skonstruować w zasadzie od zera. Do wysokości ok. 2000 m n.p.m droga mijała szybko. Później w miarę narastania trudności technicznych tempo spadało, a nad Krywańskim Żlebem musieliśmy asekurować się liną. Ostatecznie z różnych przyczyn (miedzy innymi dlatego, że nosidełko Madzi, okazało się zbyt niestabilne, żeby bezpiecznie kontynuować turę),  wnieśliśmy tylko Andrzeja na sam szczyt. Pozostała dwójka została odpowiednio na Małym Krywaniu i w okolicach Krywiańskiego Żlebu.
 
Można pomyśleć, że...
Impossible?...
 


Oto relacja Ani z naszej wyprawy:
 
Parę lat temu spytałam Kogoś z Góry, dlaczego dał mi marzenia, które są dość dziwne, jak na wózkowicza, i przy tym niemożliwe do realizacji. Dlaczego marzą mi się krzaki, ścieżki pod górę i ostro w dół, namiot, śpiwór i gwiazdy świecące w ciemnościach? Dlaczego nie mogę być domatorką, która kocha siedzieć w domu i czytać książki? Dlaczego? Odpowiedź przyszła jakieś pół roku później. Bo wbrew pozorom da się!
 
Był już Koprowy Wierch, teraz przyszła pora na narodową górę Słowaków czyli Krywań. Trzech wózkowiczów (człek niepełnosprawny, poruszający się zazwyczaj na wózku.), około piętnastu fizycznych (człek pełnosprawny, pomagający wózkowiczom) chłopów i około piętnastu fizycznych dziewczyn. Bilans początkowy niezły, choć potem okazało się, że przy prawie 2500 metrach jakie ma Krywań, to i tak za mało, bo faceci po powrocie padali z nóg, gdyż musieli nieść plecaki około 50-kilogramowe, czyli nas. Jak szliśmy? Ja w nosidełku zmontowanym z aluminium, kawałka deski i fragmentu plecaka, tyłem do „kierunku jazdy”, Magda i Andrzej w plecakach, każde w innych pozycjach: Andrzej złożony w harmonijkę, a Magda, podobnie jak ja, tyle że jej siodełko sporo różniło się od mojego i okazało się być mocno niedopracowane. Mimo to, to ja się najbardziej bałam, patrząc na przepaście i piękne, ale ogromne przestrzenie, rozciągające się przede mną. Magda cały czas podziwiała widoki, nie zważając na niewygody i nie myśląc za dużo o niebezpieczeństwach. A Andrzej? Lekki i przytulony do pleców facetów, pomykał z nimi w górę, olewając swoje, cierpnące w pozycji totalnego złożenia, nogi. To Andrzej został wniesiony na szczyt. Ja z powodu Małego Strachu zostałam w Żlebie Krywańskim, a Magda trochę wyżej, na Małym Krywaniu, gdyż szlak później zrobił się bardziej stromy. Zeszliśmy po ciemku, podziwiając Drogę Mleczną i już czekając z utęsknieniem na śpiworki w namiocie.
 
Niemożliwe? Możliwe!
 


Jeśli chcecie dowiedzieć się o nas więcej, uczestniczyć w mniej lub bardziej ekstremalnych przedsięwzięciach, zapraszamy do polubienia naszego fanpage'u - tam znajdziecie wszystkie potrzebne informacje.


Zachęcamy rownież do wsparcia finansowego naszych górskich wypraw. W planach mamy zakup lepszych nosidełek. Dane do przelewu można znaleźć na naszej stronie (http://klikakrakow.pl/wesprzyj-nas/wsparcie/). W tytule przelewu na konto KLIKI prosimy wpisać hasło GÓRY.

https://www.facebook.com/groups/Klika.KSONiIP/
http://klikakrakow.pl/

 


Film z akcji:

 

Zdjęcia:

Komentarze

Obrazek użytkownika ZOŁZA
ZOŁZA
14.09.2016 - 17:13
Ja chciała bym złożyć WIELKI SZACUNEK dla Pana który 08-09-2016 r z MO wyruszył na szlak przez SZPIGLASOWĄ PRZEŁĘCZ do DOLINY PIĘCIU STAWÓW na jednej nodze.TAK TAK TAK !!!! Poruszał się sam o kulach.Wielki Szacun.Kto przeszedł ten szlak wie jak jest.w ten dzień było bardzo gorąco i dużo turystów na szlaku.Zejscie jest po łańcuchach. Ten Pan dokonał tego przejścia Sam.Podziwiam. To info dla leniwych,zdrowych ignorantów którzy od Palenicy do Włosienicy wiozą swoje tyłki dorożkami,nie mając szacunku dla koni.Potem się chwalą ,że byli na MO.Też mi coś,chwalcie się jak przejdziecie ten szlak w obie strony na własnych a nie końskich nogach.