08 Lut 2019
6

Płatne ratownictwo i obowiązkowe ubezpieczenia w górach – kilka pytań do zwolenników tych rozwiązań

Jak bumerang wraca temat płatnych akcji ratowniczych w górach i obowiązkowych ubezpieczeń dla turystów. A podnoszące go osoby po raz kolejny udowadniają, że o istocie sprawy pojęcie mają mizerne.

 

Na jednym z ogólnopolskich portali ukazał się tekst, w którym temat obowiązkowych ubezpieczeń podnosi…ekspert do spraw ubezpieczeń. Nie ratownik TOPR, nie osoba związana z górami, lecz człowiek od ubezpieczeń. To jakby producenta parawanów spytać, czy jego zdaniem powinny one być obowiązkowym wyposażeniem każdego plażowicza.

Jak zwykle przy takich okazjach pojawiają się podniosłe hasła typu „Śmigłowiec to nie taksówka!”, „Nieodpowiedzialni powinni płacić!”, „W innych krajach jest lepiej!”. O rzucaniu bezsensownych tekstów o klapkowiczach czy szpilkowiczkach nie wspominając.

Rozważając temat płatnych akcji i obowiązkowych ubezpieczeń warto zastanowić się nad kilkoma kwestiami:

1. Czy roczny koszt utrzymania TOPR jest silnie zależny od liczby przeprowadzonych akcji? Absolutnie nie. Gdyby zamiast kilkuset akcji w roku ratownicy wyruszali w góry kilkukrotnie, koszty nie byłyby diametralnie niższe. Główną ich składową jest bowiem utrzymanie gotowości, odpowiednie szkolenia, ciągła praca ratowników nad tym, by w tym kluczowym momencie być jak najlepiej przygotowanym do działania w górach.

2. W tak chętnie podawanym za przykład przypadku słowackiej Horskiej Zachrannej Sluzby, wpływy z odpłatnych akcji ratowniczych to zaledwie ok. 8% budżetu. Tak że, jak widzicie, argument pt. „oni mają pieniądze, bo nie latają za darmo” leży i kwiczy. Czy na Słowacji czy w innych krajach ratownicy są tacy zadowoleni z obowiązującego systemu?

3. Ratownictwo w Polsce jest póki co bezpłatne – dlaczego w górach miałoby być inaczej? Czym różni się nieprzygotowany turysta od pijanego rowerzysty, który wjedzie w słup?

4. Jeśli TOPR będzie miał polegać na środkach z wykupionych ubezpieczeń, to odpowiedzcie sobie na pytanie jak bardzo ratownicy będą musieli bujać się po sądach i walczyć o wydębienie pieniędzy zamiast o ratowanie ludzkiego życia? Ile będzie sytuacji, w których ubezpieczyciel będzie robił problemy z wypłatą środków?

5. Co zrobi turysta bez ubezpieczenia w sytuacji zagrożenia? Czy nie będzie miał wątpliwości przed wezwaniem pomocy nawet wtedy, gdy naprawdę będzie jej potrzebował? Będzie. W obawie przed konsekwencjami finansowymi (niemałymi), będzie próbował poradzić sobie sam. W wielu przypadkach będzie to oznaczało próby schodzenia w niebezpiecznym terenie, pogłębienia urazów, bezsensowne ryzykowanie życia. Bez wątpienia taki schemat przyniesie większą liczbę przykrych zdarzeń, których dałoby się uniknąć.

6. „Płacić mają nieodpowiedzialni!”. Pytanie brzmi: kto ma rozstrzygać czy dany delikwent jest odpowiedzialny czy nie? Jakim cudem można ująć to w jakieś sztywne ramy i definiować przepisami? Tak zwana i powszechnie wspominana „odpowiedzialność” zawsze będzie kwestią uznaniową, sporną, rodzącą mnóstwo niepotrzebnych dyskusji, odwołań i problemów.

 

Zamiast pytać o takie sprawy ekspertów od ubezpieczeń, może warto zasięgać informacji od osób, których problem dotyczy najbardziej, czyli np. ratowników? Swego czasu Naczelnik TOPR Jan Krzysztof popełnił zgrabną wypowiedź, która w wielu aspektach powinna zamykać temat i rozwiewać wątpliwości. Znajdziecie ją TUTAJ.

Największym problemem nie jest system finansowania akcji ratowniczych, lecz śmiesznie niskie wynagrodzenia dla ratowników górskich. To jednak zupełnie inny temat, nad którym należy mocno pochylić się w najbliższej przyszłości.

Przekaż 1% Fundacji Ratownictwa Tatrzańskiego TOPR

fot. Robert Górz – kilka fotografii

Tagi: góry ratownictwo TOPR turystyka


Zalogowany jako :

Dodaj komentarz:

Komentarze:
Image of Mariusz Kłak

Mariusz Kłak |8 lutego 2019

Rozumiem, że autor jest zbulwersowany opiniami górskich Januszy ale czy na prawdę nie da się inaczej ubrać tego artykułu w słowa tylko rzucać mięsem w przeciwną stronę hasłami typu. mizerne, leży i kwiczy, bezsensowne. Porównanie nieprzygotowanego turysty do pijanego rowerzysty który popełnia wykroczenie to już chyba mała przesada. Oczywiście, że obu trzeba ratować za wszelką cenę ale czy rowerzysta/kierowca złapany poniesie karę za jazdę po pijanemu, tak. Czy osoby chodzące po zmroku, poza szlakiem (ostatnio Zawrat-Świnica), po tafli Morskiego itd. tą karę dostaną, najprawdopodobniej nie.

Image of Dariusz Pacyniak

Dariusz Pacyniak |8 lutego 2019

Bardzo dobry artykuł taka jest prawda!!!! Topr sie także utrzymuje z TPNu! Wszystko trafnie ujete! pozdrawiam autora artykułu

Image of Jorg Akison

Jorg Akison |8 lutego 2019

Mam wrażenie, że tu nie chodzi jedynie o obowiązkowe ubezpieczenia i płatne akcje ratownicze. Raczej o profesjonalną służbę ratownictwa górskiego i jasne zasady jej działania.
Do obowiązku ubezpieczenia się przed wędrówką trudno kogoś zmusić rozporządzeniem. Ile osób wciąż nie płaci obowiązkowego przecież w komunikacji OC? Ale jak nie płacący OC spowoduje kolizję to płaci sam. Tak samo powinno być w górach. Może właśnie groźba płatnych akcji ratowniczych wpłynie na otrzeźwienie co poniektórych?
Ad.1 Argument zupełnie nie trafiony. Służba ratownicza musi funkcjonować nawet wówczas, gdy nie będzie ani jednej akcji w roku.
Ad. 2 W przypadku przyjęcia rozwiązań "słowackich" nakłady na służbę ratowniczą zmniejszą się co najmniej o 8%. A biorąc pod uwagę niefrasobliwość naszych turystów w porównaniu ze słowackimi, to pewnie znacznie więcej.
Ad. 3 Jakież to ratownictwo w Polsce jest bezpłatne? Otóż żadne. Nic nie jest darmowe, wszystko kosztuje. Obecne ratownictwo górskie również kosztuje. Czy nie należy określić jasnych i przejrzystych zasad jego finansowania?
Ad. 4 Jakiekolwiek służby ratownicze nie są od "bujania się po sądach i walczenia o wydębienie pieniędzy". Są powołane do działań ratowniczych. Tyle i aż tyle. Dotyczyć to powinno również ratownictwa górskiego.
Ad. 5 Tutaj łaskawie opuszczę kurtynę milczenia. Zaprezentowana argumentacja jest... No cóż, nie znalazłem dostatecznie delikatnego określenia.
Ad. 6 A kto płaci na Słowacji? Może i to rozwiązanie podejrzeć? Z całą pewnością nie będzie tego rozstrzygać służba ratownicza. Jej zadania określono w pkt. 4.

Ja nie pytam o zdanie ubezpieczycieli. Ale też nie pytam ratowników. Ci drudzy mają mieć odpowiednie wyposażenie, umiejętności i jasno określony zakres działania. Rzecz jasna ich trudna i niebezpieczna praca powinna być odpowiednio doceniona.

Moim skromnym zdaniem trwanie w obecnej, skostniałej rzeczywistości niczego nie zmieni. Czas na gruntowne zmiany.

Image of Pawel_Manowita

Pawel_Manowita |9 lutego 2019

99 % racji w tekście, ale ludzie uważają rzeczy darmowe za nie istotne. może "taka hipoteza" jeżeli społeczeństwo by wiedziało że ratowanie ich życia jest kosztowne i może ich obciążyć po kieszeni to może " to nadal Hipoteza" nie poszli by na rysy w espadrylach i ileś nieszczęść było by mniej. ( niestety jestem realistą wszystkich przypadków się nie wyeliminuje).

Image of Robert Skorek-Osikowski

Robert Skorek-Osikowski |9 lutego 2019

Kompletnie nie trafione argumenty, czemu nie możemy przyjąć dobrych wzorców wypróbowanych i sprawdzających się od lat w cywilizowanych krajach, np Włoszech.
Za akcje ratunkowe płaci się zawsze, nie zależnie od tego co w tych górach robisz. Ważne jest natomiast kto płaci. Jeśli posiadasz ubezpieczenie płaci ubezpieczyciel, nie posiadasz płacisz sam. Problem, że ratownicy to nie windykatorzy,... oczywiście, do tego przykleiła by się chętnie nie jedna firma, bo to dobry interes, ściągać długi z klientów którym żal było wyłożyć 40 euro za rok ubezpieczenia górskiego. Na piękne kolorowe kurteczki, zbędne dzwoniące czekany, z kubeczkami uwieszone przy plecaku za kilka stów albo i tysięcy, kasa jest, ale żeby sobie kupić ubezpieczenie, to nie. To akurat tylko poruszona kwestia kasy. Jest również jeszcze jedna kwestia, ad 1, pomijając już, że finansowanie z kont ubezpieczycieli nie wyklucza utrzymania z budżetu kraju, to jest jeszcze problem tego, że Ci ludzie wychodzą tam nie rzadko, narażając swoje życie aby nas w tych górach znaleźć i sprowadzić (zwieźć), a oni też mają rodziny do których chcą wrócić. Więc, argument, że płacimy z budżetu (czyli wszyscy), za to tyle samo, czy oni na akcję pójdą, czy nie, to powiem Ci, nie, oni płacą za to dużo więcej. Z wielkim szacunkiem i pozdrowieniami dla ratowników górskich.

Image of Krzysztof Kossakowski

Krzysztof Kossakowski |12 lutego 2019

" Może właśnie groźba płatnych akcji ratowniczych wpłynie na otrzeźwienie co poniektórych?". Co za bolszewicka logika.
Jeśli komuś zależy na bezpieczeństwie w górach niech się zajmie edukowaniem siebie i innych a nie budowaniem aparatu represji, podnoszeniem kosztów, kar finansowych itp. Tym bardziej że jesteśmy krajem nizinnym i nasza wiedza o bezpieczeństwie w górach leży i kwiczy. To bardzo przypomina walkę ze zmianami klimatycznymi. Jak ?
Wprowadzono opłaty od emisji CO2 czyli podniesiono podatki.
Niech się głupcy cieszą, teraz to oddychają czystym powietrzem !
Ubezpieczyciele nie zajmują się podnoszeniem bezpieczeństwa tylko "likwidowaniem szkód".Mówiąc łopatologicznie : Jak ktoś idzie opłacić polisę to ma poczucie że jego bezpieczeństwo wzrosło ? Dowiedział się czegoś pożytecznego o czym wcześniej nie wiedział ? Firmy ubezpieczeniowe już zacierają ręce. Jest tyle potencjalnych baranów do ostrzyżenia. Mając na uwadze szwindel jaki uprawiają ubezpieczyciele przy likwidacji skód komunikacyjnych zgaduję co nastąpi.
Masz nie odpowiednie buty i miałeś wypadek ? Nie płacimy.
Leżał śnieg i lód a nie miałeś raczków ? Nie płacimy
Lało i się poślizgnąłeś ? Nie płacimy. Et cetera, et cetera,

Powiązane artykuły

Ostatnio Dodane Zdjęcia

Dołącz do społeczności Tatromaniaka

ZAREJESTRUJ SIĘ