12 Sie 2015

„Bez niej nie wszedłbym na Rysy”. Tomek próbuje odnaleźć Justynę

„Bez niej nie wszedłbym na Rysy”. Tomek próbuje odnaleźć Justynę

Pomóżmy Tomkowi odnaleźć dziewczynę, którą poznał na szlaku na Rysy. Ma na imię Justyna i jest z Boguchwały koło Rzeszowa.

 

Poznajcie historię przesłaną nam przez Tomka:

„Razem z kumplem i bratankiem 9 sierpnia ok. 6 rano wybraliśmy się na Rysy od strony Morskiego Oka. Od początku zauważyłem, że zaczynam od nich odstawać i tempo, jakie narzucił kumpel było dla mnie za duże. NIeco powyżej Czarnego Stawu pod Rysami tak mnie odstawili, że już nawet nie próbowałem nadążyć. W pewnym momencie, kiedy jakoś tak trudniej się zrobiło, złapałem takiego stracha, że doszedłem do wniosku, że mowy nie ma – dalej nie idę.

Zadzwoniłem do kumpla, że wracam i zły sam na siebie, klnąc pod nosem zacząłem schodzić, aż nagle na szlaku pojawiła się Ona. Jej uśmiech i to hasełko „idziemy idziemy – nie zawracamy” sprawiło, że zacząłem wierzyć że wyjdę. Powiedziała mi, że też miała kiedyś lęk ekspozycji, ale minęło jej od chodzenia po górach. Poszliśmy. Na początku szedłem za Nią i co jakiś czas stawałem, rozglądałem się i było coraz lepiej. Później ja szedłem z przodu. Po drodze spotkaliśmy kumpla i mojego bratanka, którzy już schodzili ze szczytu. Chwilę pogadaliśmy i okazało się, że Justyna może się z nami zabrać jak będziemy wieczorem wracać.

W drodze na szczyt dołączył do mnie i do Justyny jeszcze kolega Marcin i szliśmy we trójkę. Później ja trochę szybciej szedłem, bo jak widziałem chmury, to wolałem mieć wejście i zejście już za sobą. Poczekałem na nich na szczycie, niedługo potem dołączyli, porobiliśmy sobie fotki i ruszyliśmy w dół.

W takcie schodzenia zaczęło grzmieć. Justyna szła trochę wolniej, bo bolała ją noga. Powiedziała, że ona w burzy sobie poradzi i możemy iść szybciej i poczekać na Nią w schronisku. Do niej dołączył jakiś inny turysta, a ja z Marcinem popędziliśmy w dół. Później ten Marcin został z grupką innych schodzących a ja schodziłem jeszcze szybciej i poszedłem przodem. Deszcz zaczął padać, ale tylko trochę polało i nic wielkiego się nie działo. Później znów Marcin dołączył do mnie i doszliśmy do schroniska nad Morskim Okiem.

Myślałem, że kumpel, z którym przyjechałem będzie tam czekał razem z bratankiem, a oni pojechali sobie do Zakopanego. Chciałem poczekać na Justynę aż wróci i zaproponować żeby się z nami zabrała, ale musiałem się zabierać, bo tamci na mnie czekali. Marcin zostawił mi do siebie kontakt, ale do Justyny nie miałem. Jak się później okazało wróciła niedługo po tym jak ja poszedłem. Głupio to wszystko na koniec wyszło. Mnie jest głupio, koledze z którym przyjechałem też, bo to SUPER DZIEWCZYNA i NAPRAWDĘ DZIĘKI NIEJ WSZEDŁEM NA RYSY.”

Od Redakcji:

Siła Internetu jest wielka. Spróbujmy puścić tę historię w świat, może w końcu trafi do Justyny 🙂 Nie jest to apel o pomoc ratownikom czy chorym dzieciom, sprawa może wydawać się błaha, ale fajnie jest pomóc komuś „dla zasady”. Dziękujemy w imieniu Tomka.

Tagi: apel pomoc poszukiwania Rysy spotkanie


Powiązane artykuły