Obrazek użytkownika tatromaniak

Nocna akcja ratunkowa na Rysach. O krok od tragedii

11 ratowników TOPR pomagało w trudnych warunkach turyście, który zgubił szlak schodząc z Rysów.

 

O całej sytuacji krok po kroku czytamy w ostatniej kronice Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego:

"O godz. 17.20 za pośrednictwem CPR do TOPR dotarła wiadomość, że podczas zejścia z Rysów pobłądził i wszedł w eksponowany teren, z którego nie może się samodzielnie wydostać, czeski turysta. Po rozmowie telefonicznej z turystą ustalono, że pobłądził on w rejonie Buli pod Rysami i prawdopodobnie znajduję się pomiędzy Bulą i Tomkowymi Igłami. Z Centrali w tamten rejon wyruszyła 4-osobowa ekipa ratowników.

O 19.30 ratownicy będąc nad Czarnym Stawem dostrzegli turystę w eksponowanym terenie na lewo od Żlebu Orłowskiego. Po godz. 21-szej ratownicy wyszli nad Bulę pod Rysami i po założeniu stanowiska rozpoczęli opuszczanie jednego z ratowników do oczekującego na pomoc turysty. W tym czasie z Centrali z pomocą w transporcie, ciepłymi rzeczami dla turysty i dodatkowym sprzętem, wyruszyła kolejna ekipa ratowników.

W tym czasie intensywnie padał śnieg i wiał bardzo silny wiatr, co znacznie utrudniało akcję ratunkową. Zachodziła obawa, że w tych warunkach lekko ubrany turysta, oczekując na pomoc szybko się wychłodzi. O zdarzeniu powiadomiono Oddział Leczenia Hipotermii w Krakowie, by na wszelki wypadek byli przygotowani na przyjęcie wychłodzonego mężczyzny.

O godz. 22.30 ratownik po ponad 100 m zjeździe dotarł do turysty, który po założeniu uprzęży został wraz z ratownikiem wyciągnięty na górne stanowisko. Tam został ubrany w ciepłe rzeczy i po ogrzaniu sprowadzono go do schroniska nad M. Okiem, gdzie cała ekipa dotarła o 2-giej w nocy. Ponieważ turysta był w dobrym stanie i nie wymagał transportu do szpitala, pozostawiono go w schronisku a ratownicy przed czwartą rano powrócili do Centrali.

W sumie w wyprawie ratunkowej wzięło udział 11 ratowników. Jak się okazało turysta samotnie wyruszył o godz. 13-tej ze Szczyrbskiego Stawu na Rysy. Stamtąd postanowił zejść na polską stronę. Nie mając światła,  w zapadającym zmroku i padającym śniegu, w rejonie Buli pod Rysami zgubił szlak. Widząc światła schroniska zaczął schodzić wprost w dół. Będąc w eksponowanym terenie, poślizgnął się na śliskich stromych płytach, zsunął się kilkanaście metrów, zatrzymując na niewielkiej półce, tuż nad pionowym kilkudziesięciu metrowym uskokiem. Tym razem Anioł Stróż był na miejscu."

Źródło: www.topr.pl