11 Paź 2014
2

Turyści sprowadzili z Giewontu psa

Dwóch turystów natknęło się dziś w drodze na Giewont na pozbawionego opieki psa. Zwierzę weszło nawet na sam szczyt, po czym zostało bezpiecznie sprowadzone na dół.

 

O niecodziennej sytuacji poinformował portal TVN24.pl turysta, który wraz z towarzyszem udał się dziś na Giewont. Po drodze mężczyźni zobaczyli psa. Początkowo myśleli, że należy on do dwójki turystów idących tym samym szlakiem. Wkrótce zwierzę zaczęło jednak podążać za mężczyznami, za którymi dotarło na sam szczyt. „Stroma ściana i śliskie kamienie na szczyt to było nic dla niego nic” – napisał na Kontakt24 użytkownik wiget.

Na wierzchołku turyści dali psu wodę i coś do jedzenia. Postanowili pomóc mu w zejściu na dół – przenieśli zwierzę przez ubezpieczony łańcuchami odcinek pod szczytem. Dalszą część drogi na Halę Kondratową młoda suczka pokonała już na własnych nogach. Przy schronisku „przejęli” ją inni turyści, sprowadzając na dół do Kuźnic.

– Widać było, że jest bardzo wdzięczna, że jej pomogliśmy. Była bardzo przyjemna – relacjonował użytkownik wiget.

Niestety, takie sytuacje nie należą w Tatrach do rzadkości. – Często wiejskie psy przyłączają się do wycieczek i idą za ludźmi – powiedziała redakcji Kontaktu24 Beata Czerska z Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Bywa i tak, że turyści celowo zabierają w góry swoje zwierzęta. Takie postępowanie jest zarówno nieodpowiedzialne, jak i niezgodne z regulaminem Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Źródło: kontakt24.tvn24.pl

Fot. wiget/kontakt24.tvn24.pl

 

Tagi: Giewont pies pomoc zwierzęta


Komentarze:
Image of Scytale

Scytale |11 października 2014

Jakiś czas temu szliśmy na
Jakiś czas temu szliśmy na Rysy z Popradzkiego Plesa. Jak ruszyliśmy już z Chaty pod Rysami to za jakiś czas dogonił nas pies - chyba owczarek niemiecki, którego widzieliśmy przy Chacie. Pies szedł sam, bez opiekuna, co chwilę turyści się z nim bawili :) Wszedł na szczyt razem z nami, trochę posiedział i zszedł z powrotem do Chaty :)

Image of Sławek

Sławek |11 października 2014

Moje pierwsze wejście na Rysy
Moje pierwsze wejście na Rysy od strony moka.
Czarny Staw, długie, mordercze podejście pod bulę. Potem ostra stromizna i "straszliwe łańcuchy". Wreszcie docieram do szczyt mokry, zmęczony ale szczęśliwy i bardzo, bardzo dumny z siebie. Ocieram pot z czoła zalewający oczy i co widzę? Widzę panią z małym pieskiem na smyczy na samiusieńkim szczycie największej góry w Polsce. Nie pamiętam rasy pieska. Był większy od jamnika. Zdumienie, zmieszanie i niedowierzanie. Czy ze zmęczenia mam zwidy? Musiałem mieć głupią minę. Jak oni dali radę? Jak?! Nie pamiętam pogody, mojej reakcji na widoki, przestrzeń. Tak jakby to nie istniało. Z pierwszej wyprawy na Rysy pamiętam tylko panią i jej psa na smyczy. Wtedy nie miałem świadomości że od Słowackiej strony jest "deptak".

Powiązane artykuły

Ostatnio Dodane Zdjęcia

Dołącz do społeczności Tatromaniaka

ZAREJESTRUJ SIĘ