26 Gru 2018

Cztery „utknięcia” na drodze do Morskiego Oka. Przypominamy te dramatyczne historie

Mijają dokładnie trzy lata od dnia, w którym turyści po raz pierwszy utknęli po zmroku na drodze do Morskiego Oka.

 

26 grudnia 2015 roku wszystko się zaczęło. Do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego oraz innych służb zaczęli wydzwaniać turyści z prośbą o zorganizowanie transportu do Zakopanego i okolicznych miejscowości. Część osób utknęła na Polanie Włosienica niedaleko Morskiego Oka, licząc być może na powrót fasiągami konnymi, które o tej porze już nie jeździły. W ciemnościach turyści nie potrafili poradzić sobie z powrotem oblodzoną asfaltową drogą. Kilkadziesiąt osób tkwiło natomiast na parkingu w Palenicy Białczańskiej, z którego o tej porze (ok. godziny 18) nie kursowały już busy.

Sytuacja powtórzyła się niespełna 3 miesiące później, w połowie marca. „Turyści użyli określenia, że utknęli w górach. Prosili o wezwanie służb i podwiezienie ich na Polanę Palenicę. Dyżurny odesłał dzwoniących do ratowników TOPR” – informował wówczas asp. sztabowy Roman Wieczorek, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji.

Jeszcze w 2016 roku doczekaliśmy się kolejnej, trzeciej części sagi. W okresie świąteczno-sylwestrowym, a dokładnie 30 grudnia, kilkadziesiąt osób zaskoczonych ciemnościami znów utknęło na płaskiej jak stół, asfaltowej drodze. Osoby wyruszające późno na szlak były ponoć informowane, że bryczki konne kursują tylko do godziny 17. Mimo to do 18 siedziały w barze na Polanie Włosienica i dopiero po tej godzinie zdecydowały się na powrót. Na miejsce pojechały samochody straży pożarnej i policji, które oświetliły turystom drogę na dół.

Rok temu potwierdziło się, że święta bez epizodu nad Morskim Okiem to jak święta bez Kevina. Dokładnie dwa lata po pierwszej takiej sytuacji, zaskoczeni zmrokiem turyści znów uwięzieni zostali w rejonie Polany Włosienica. Tym razem na pomoc czekało 45 osób. Na nic zdały się ostrzeżenia, że ciemności zapadają szybko, a nocą nie ma co liczyć na transport konny. „Ustaliliśmy, że na drodze panują dobre warunki. Nie ma zagrożenia dla zdrowia i życia. Mogą wrócić na własnych nogach. Ewentualnie policjanci zabiorą do auta tylko rodziny z dziećmi. Jeżeli pojawi się zagrożenie to zarówno my, jak i ratownicy TOPR będziemy interweniować.” – mówił komendant Straży Parku Edward Wlazło.

Jak widzicie, za nami cztery części sagi „Uwięzieni nad Morskim Okiem”. Z pewną dozą ekscytacji, ale i przerażenia czekamy na to co przyniosą najbliższe godziny…

Tagi: Morskie Oko policja TOPR trasport turyści Włosienica


Powiązane artykuły