Obrazek użytkownika tatromaniak

Tata, syn i rak. Uratujmy oko Kacperka

Kacperek ma 9 miesięcy i złośliwą odmianę nowotworu oka. Jedyną szansą na uratowanie wzroku dziecka jest kosztowna operacja w Stanach Zjednoczonych. Najbliżsi Kacperka podjęli walkę o zebranie funduszy, czasu zostało bardzo niewiele. Jeśli się nie uda, dziecko czeka amputacja oka.

 

Artykuł nie jest związany z Tatrami, czyli główną tematyką portalu, jednak są takie chwile, kiedy trzeba zebrać się i wspólnymi siłami zawalczyć o realizację wyższych celów. Od jednej z Czytelniczek otrzymaliśmy prośbę o przekazanie informacji o dramatycznej sytuacji synka jej kuzynki, 9-miesięcznego Kacperka. Zostało dosłownie kilka dni na zebranie ponad 300 tys. złotych - kwoty brakującej do tego, by miało szansę na uratowanie oka. Pieniędzy dużo, czasu mało. Ale i siła Internetu jest ogromna. Dlatego prosimy Was, miłośnicy gór - ludzie z założenia życzliwi i pomocni, o wsparcie i puszczenie apelu "w świat".

Publikujemy szczerą relację taty Kacperka, zamieszczoną na stronie Fundacji Siepomaga:

 

Tata, syn i rak

 

"Pamiętam moment, w którym Twoja mama powiedziała mi, że już jesteś. To wystarczyło. Obiecywałem, że nie będę się tym chwalił, ale już pięć minut później z dumą pisałem sms-a „Jestem tatą”. Wtedy po raz pierwszy płakałem z Twojego powodu. Stałeś się całym światem. Pragnęliśmy Cię jak nigdy wcześniej niczego. Miłość, której żadne słowa nie potrafią wyrazić, a która się tak po prostu dzieje.
 
Nie zapomnę chwili, kiedy pierwszy raz tańczyłem jak oszalały z Twojego powodu. Przyłożyłem dłoń do brzucha mamy i powiedziałem do Ciebie "Przybij piątkę!", a Ty kopnąłeś mocno, dając pierwszą oznakę swojego istnienia. USG podczas badania… mężczyźni mają taką dziwną potrzebę ukrywania uczuć – ale widok bijącego serduszka na monitorze, to wzruszenie, którego nie sposób zataić przed światem…
 
W dzień matki zrobiłeś nam najpiękniejszy prezent. Pojawiłeś się na świecie. Zaskoczony pytałem, czy mogę dotknąć Twoje maleńkie ciało, wtedy po raz drugi płakałem. Trzymałem Cię więc i bez przerwy  patrzyłem na 3 kilogramy bycia tatą. Tak było 8 miesięcy temu i trwało równo 2 miesiące i 3 dni… Nieprzespane noce, zmęczenie okazały się magiczną sielanką zwaną życiem, które brutalnie odebrał nam los…
 
 
Mama, instytucja bohater. Ona pierwsza zauważyła coś niepokojącego… Tego dnia odwiedziliśmy lekarza rodzinnego, specjalistę z 11-letnim stażem w Sosnowcu, a na końcu z dopiskiem „natychmiastowo” trafiliśmy do szpitala. Los bywa ślepy. I tym razem wskazał na niewinnego, dwumiesięcznego jedynego naszego syna. Po najdłuższych 12 godzinach od lekarza do lekarza, mama przelewała się przez ręce, by chwile później z rozpaczy rozdzierającej serce rodzica chciała umrzeć. Nie umarła. Rozpoczęła wraz ze mną walkę o Twoje życie.
 
„Wasz syn rozpoczął walkę o życie” – najboleśniejsze słowa skierowane do rodziców, dwumiesięcznego cudu. To był trzeci raz, kiedy płakałem. Ale były to inne łzy niż te, które towarzyszyły naszemu pierwszemu spotkaniu i dotyku. To łzy bezsilności i ogromnej niesprawiedliwości, dlaczego Ty… Gdybym mógł, oddałbym wszystk,o by oszczędzić Ci bólu, cierpienia… Koci błysk w Twoim prawym oczu to groźny nowotwór – siatkówczak, z którym rozpoczęliśmy walkę o Twoje istnienie. W jednej chwili Twoje życie stanęło na krawędzi. W przyszłości z dziadkiem miałeś zdobywać kolejne szczyty gór i łamać kobiece serca. Czy ta przyszłość kiedykolwiek nastanie?
 
 
Rozpędzona lawina onkologicznych działań nabierała tempa i już 8 sierpnia 2014 roku przez Twoje delikatne żyły przelewała się trucizna, która miała uratować Twoje oczko i zniszczyć guza. Po pierwszej dawce guz się zmniejszył, a po 6 cyklach lekarze oznajmili, że jest nieaktywny (w remisji typu I). Ale nie bez powodu lekarze określają Twoje oczko jako niezabezpieczona bomba zlokalizowana tuż obok mózgu. Rokowania są okrutne. A przy każdej kontroli strach wyrywa nam serce. Na pierwszej kontroli tuż przed świętami lekarze określili, że guz nadal utrzymuje się nieaktywny, ale mamy przygotować się na najgorsze. „Najgorsze” w tym przypadku brzmi błaho. Bo człowiek nagle zdaje sobie sprawę, że ze stanu strasznego, drącego serce i miażdżącego każdy oddech można zejść jeszcze głębiej. Gdzieś, gdzie nie ma już nadziei na ratunek.
 
Podczas ostatniego badania, które odbyło się 3 lutego, lekarze wykryli w Twoim oczku „coś”, co tymczasowo zostało zamrożone krioterapią. Kolejne badanie już za 3 tygodnie. Musimy mieć przewagę nad nowotworem schowanym za błyskiem w Twoim oczku. Leczenie Melphalanem to jedyna skuteczna metoda, która uchroni Cię przed utratą wzroku, oczka oraz przerzutami do maleńkiej główki. To wszystko u dr Abramsona w USA, bo w Polsce ta metoda nie jest wykonywana ani refundowana przez NFZ.
 
Za chwile pełnego szczęścia przyszło nam zapłacić najcięższą walutą - przewlekłym bólem na widok maleństwa walczącego z nowotworem. Wiem, że od pierwszych dni potrzebujesz czuć bezpieczeństwo, które bezlitośnie zostało zachwiane przez podstępny nowotwór w Twoim oczku. Nieśmiało spoglądam w Twoją stronę. Prawe oczko jeszcze delikatnie spuchnięte po wczorajszych badaniach, lewe nad wyraz rozweselone. Właśnie w tym momencie domagasz się mojej obecności… Jesteś moim małym, wielkim zobowiązaniem. Zobowiązaniem, by żyć… Błagam, pomóżcie uratować oczko mojego synka Kacperka."
 

Zbiórka pieniędzy dla Kacperka prowadzona jest na stronie Fundacji Siepomaga -> KLIKNIJ

 
PS: Bardzo prosimy przynajmniej o udostępnienie informacji. Im więcej osób ją zobaczy, tym większa szansa na zebranie potrzebnej kwoty...