Obrazek użytkownika tatromaniak

Nie idźcie nad Morskie Oko przy wysokim zagrożeniu lawinowym!

Zdecydowanie odradzamy wycieczki nad Morskie Oko w obecnych warunkach.

 

Przez większość roku szlak prowadzący do Morskiego Oka należy do najłatwiejszych i najbezpieczniejszych w Tatrach. Trudno się dziwić, wszak mówimy o płaskiej, asfaltowej drodze. Po intensywnych opadach śniegu zamienić się może jednak w śmiertelną pułapkę. Po drodze występuje bowiem kilka miejsc szczególnie zagrożonych lawinami, które zbierały w przeszłości tragiczne żniwa.

Na drodze od Palenicy Białczańskiej dostrzeżemy znaki ostrzegające o możliwym niebezpieczeństwie. Pierwsze znajdują się w okolicach Wodogrzmotów Mickiewicza, gdzie droga zawija w lewo, biegnąc u podnóża potężnych zboczy Wołoszyna. Jest to stosunkowo krótki odcinek, a przynajmniej znacznie krótszy od następnego.

 

 

Najgroźniejsze miejsce na trasie to jej ostatnia część, pomiędzy polaną Włosienica a schroniskiem nad Morskim Okiem. Wędrujemy tu pod masywem Opalonego Wierchu, poprzecinanym licznymi, niebezpiecznymi żlebami, wśród których najgorszą sławą cieszy się tzw. Żleb Żandarmerii. Dochodziło tu w przeszłości do zdarzeń, o których większość spacerujących beztrosko asfaltową drogą turystów nie ma pojęcia.

W 1982 roku ze żlebu zeszła olbrzymia lawina pyłowa, porywając uczestniczkę wycieczki przechodzącej akurat w tym rejonie. O skali lawiny niech świadczy fakt, że zajęła ona koryto Rybiego Potoku i wdarła na stoki po przeciwnej stronie doliny. Przy fatalnej pogodzie lawinisko przeszukiwało około 100 ratowników i pracowników TPN. Niestety, gdy dotarli oni do dziewczyny, ta już nie żyła. Jak pisał Michał Jagiełło, lawina przeniosła ją z szosy około 100 metrów, a następnie przerzuciła 30 metrów w powietrzu.

Kolejne wypadki miały miejsce w 1988 i 1996 roku. W pierwszym przypadku lawina przysypała dwóch mężczyzn podchodzących w górę żlebu. W drugim porwała czwórkę turystów - trzy osoby zdołały się uratować, jedna niestety zginęła uduszona zbitym śniegiem.

 

fot. Jerzy Opioła

 

"Dół żlebu porośnięty jest kosówkami, jarzębinami, brzozami karpackimi. Jak śniegu nie jest dużo, lawina wytraci prędkość na tych kosówkach. Natomiast jeśli śniegu jest więcej, lawina pokonuje z łatwością tę przeszkodę i dolatuje do drogi, a nawet się przez nią przewala. Ukształtowanie terenu w górnej części żlebu sprzyja gromadzeniu się śniegu. Duże magazyny śniegu tworzą się, szczególnie gdy wieją wiatry południowe i południowo-zachodnie. Jest tam duże strome zbocze porośnięte trawą, kosówek jest coraz mniej. Idealne warunki do gromadzenia śniegu i schodzenia lawin. Gdy nastaną takie warunki i lawina ruszy, w przewężeniu żlebu śnieg nabiera prędkości i wymiata na drogę." - tłumaczy w rozmowie z portalem Onet Podróże Edward Lichota, ratownik TOPR i znawca topografii Tatr.

Obecnie w Tatrach obowiązuje czwarty stopień zagrożenia lawinowego, który ogłaszany jest bardzo rzadko. Sytuacja naprawdę jest ekstremalnie niebezpieczna. Wiele osób może chcieć wybrać się na z pozoru "łatwy i bezpieczny" szlak do Morskiego Oka. Zdecydowanie odradzamy takie rozwiązanie!

Pomóżcie trafić z tym artykułem do jak największej rzeszy turystów.